Mecz otwarcia

Brat Maciej z kalwaryjskimi ministrantami rzucił nam sportowe wyzwanie, więc w niedzielne popołudnie nowicjusze stawili się jak jeden mąż na boisku. Nie było tłumaczenia, że kogoś boli kolano. Wszyscy to wszyscy. W prawdzie dawno nie biegaliśmy za piłką, ale mecz i tak był zażarty. Wet za wet. Nawet ojciec socjusz przyznał, że nie jest z nami tak źle, jak się zapowiadaliśmy. Miejmy nadzieję, że aura pozwoli nam na kolejne rozgrywki.

Wyświetleń: 243