Najgłębszy przymiot Boga

Pan przygotował dla nas niespodziankę. Wysłuchał prośby nie wiadomo ilu pokoleń nowicjuszy, a więc już drugi tydzień sycimy się dotąd niewyobrażalnym ogromem przebywania z Nim w ciszy i samotności naszych cel, którą narusza tylko delikatne pukanie brata magistra przynoszącego kolejny posiłek. Nasz strój zakonny również został ubogacony o nowy funkcjonalny, ale przede wszystkim szykowny element. Dwa razy odwiedziły nas osoby z trudno powiedzieć której dymensji, ale ich szata była lśniąco biała. Lubią głaskać nasze migdały. Dla nas, ubogich mieszkańców Ziemi, może się to wydawać trochę dziwne, ale co by franciszkanin nie zrobił dla powiększenia dobrego imienia franciszkańskiej gościnności oraz swojej tolerancji dla nieznanych stworzeń.

Chyba zrobiliśmy na nich dobre wrażenie, bo dzisiaj każdy brat otrzymał od nich list. Piszą, żebyśmy byli grzeczni i chwilę jeszcze spędzili w pokojach. Już nie długo. Chyba nie wiedzą, jak dobrze nam jest. Ale może wiedzą, że będzie jeszcze lepiej, kiedy po miłosiernym odpoczynku wstaniemy z łóżka i nie będziemy się musieli troszczyć o dwa metry odległości między nami. Nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.

Miłosierdzie to ostatnie słowo Boga, to, jak uczy nas Ewangelia, najgłębszy przymiot Boga, który tylko wtedy obejmuje nas, grzesznych, jeśli wiemy, że na to nie zasłużyliśmy, że Boża miłość dana nam została za darmo. Stąd też nad Bożym planem zbawienia, realizującym się w historii ludzkości, króluje jako ostatnie słowo: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie.”

Hans Urs von Balthasar